Czerwony Ratusz

Czerwony Ratusz

       Dawny ratusz miejski, zwany też Nowym lub Czerwonym w odróżnieniu od Staromłyńskiego, wznosi się na stoku odrzańskiego tarasu w górnej części placu Tobruckiego. Budowa Nowego Ratusza według projektu szczecińskiego radcy budowlanego Konrada Kruhla przewidziana została przez władze miejskie już w 1856 roku, ale prace rozpoczęto dopiero 2 września 1875 r. Swoją neogotycką formą nawiązywał bardzo wyraźnie do średniowiecznych ratuszy nadbałtyckich miast hanzeatyckich. Wcześniej przygotowano ciągi uliczne na Nowym Mieście. Uroczystego otwarcia szczecińskiego Magistratu dokonano 10 stycznia 1879 roku.
       Znajdująca się przed Ratuszem (od strony rzeki) fontanna będąca dziełem rzeźbiarza Ludwiga Mentzela, przedstawiała alegoryczną postać Sediny z żaglem, prowadzoną przez boga handlu Merkurego, personifikowała potęgę portowego miasta, opierającego swój byt na żegludze i handlu.
       Już w roku 1869 wykonano cztery rzeźby-alegorie przedstawiające dziedziny życia, które przyniosły Szczecinowi rozkwit oraz dobrobyt w 2 poł. XX wieku. Były to Rolnictwo, Rzemiosło, Nauka i Handel. Każda z rzeźb ma około 120 cm wysokości. Wykonał je berliński artysta Emil Steiner. W czasie ostatniej wojny zniszczeniu uległa statua Nauka - zrekonstruowała ją dopiero Ewa Mucho w 1998 roku. Fasada jest bogato zdobiona, m.in. balkonami i wieżyczkami, a także herbem miasta w postaci, w jakiej został nadany Szczecinowi przez króla szwedzkiego za mężną obronę przed Brandenburczykami w 1859 roku, umieszczone są na nim 2 szwedzkie lwy trzymające koronę nad głową gryfa. Ostre sterczyny wieńczące niegdyś lizeny ścian zewnętrznych zostały zastąpione przez niewysokie słupki podczas adaptacji strychu na mieszkania w 1939 roku.
      Budynek przetrwał II wojnę światową niemal nienaruszony. Jednak w 1945 roku, budynek został wypalony przez pożar.

Oto relacja Wacława Domińskiego:

      Miał wtedy niespełna 16 lat. Należał do tych nielicznych w tamtych czasach Polaków, którzy dostrzegali w Szczecinie szansę na stały z nim związek. Nie posiadając żadnych kwalifikacji zawodowych pracował w komendzie, usuwając skutki bombardowań miasta. 6 grudnia wysłano takich jak on do Czerwonego Ratusza, z konkretnym zadaniem. Budynek nie był tknięty żadną bombą. Jego wnętrze nie zostało rozszabrowane, okna miały szyby, a wejść od górnego i dolnego placu broniły masywne drzwi. Na parterze, obok innych pomieszczeń, znajdowało się mieszkanie dozorcy i jego rodziny. Był to Niemiec, którego familię stanowiły ponoć trzy córki, kilkunastoletni syn i żona. Zadaniem grupy było nakłonienie dozorcy do opuszczenia mieszkania i przeniesienia do przejściowego miejsca pobytu w dzielnicy Pogodno. Czerwony Ratusz był bowiem potrzebny polskiej administracji miasta.
      W dwunastce, do której należał Wacek, podzielono rolę. Dowódca, tłumacz i kandydat na posadę polskiego dozorcy podeszli do drzwi budynku od strony górnego placu. Pozostałych dziewięciu miało obstawić ratusz, aby nikt z niego nie mógł uciec ani niczego wynieść. Pan Wacław doskonale pamięta, jak dowódca załomotał w drzwi kolbą pistoletu, a kiedy to nie poskutkowało, walną w nie trzy razy kolbą karabinu. Gdy usłyszał, że wewnątrz ktoś się poruszył, zawołał do pomocników: "Chłopaki, obstawić budynek". Wtedy pobiegli na swoje stanowiska i czekali, co będzie dalej.
      Upłynęło kilka, a może pięć, a może więcej minut, kiedy ciszę rozdarła długa seria z pistoletu maszynowego. Po krótkiej przerwie dały się słyszeć kobiece wrzaski i kilka pojedynczych strzałów. Nad głową Wacka rozwarło się okno, przez które wyskoczył chłopak w bieliźnie i zaczął uciekać w kierunku pobliskich ruin. Bez trudu go pochwycili. Trząsł się z zimna i przerażenia. Przed chwilą jego ojciec zabił matkę, siostry, a potem sam się zastrzelił. W tym momencie w parterowych oknach ratusza zrobiło się jasno. Słychać było wybuchy pękających kanistrów z benzyną, posypało się szkło z okien i błyskawicznie zaczął się rozprzestrzeniać ogień.
      Kiedy pod budynek podjechały wozy strażackie z byle jakim sprzętem, było już za późno na akcję gaśniczą. Ogień szedł w górę, kondygnacja po kondygnacji, i wciąż się odzywały pękające pojemniki z benzyną, które najwidoczniej ktoś poustawiał w korytarzach. Strażacy rozwinęli wąż aż do Odry, ale niskie ciśnienie wody pozwalało skierować jej strumień tylko do pierwszego piętra. Gmach płonął i nic nie było wstanie powstrzymać żywiołu ognia.

       Wypalony ratusz odbudowano dopiero w latach 60 i obecnie znajdują się tutaj biura instytucji morskich. Należy tylko żałować, że w czasie odbudowy usunięto, względnie nie przywrócono mu wielu pięknych neogotyckich sterczynek.


1890 r. 1902 r. 1902 r.
1890 r. - rycina A. Matthaey, E.Schlemo 1902 r. - widok od strony wschodniej 1902 r. - fragment od strony pl. Batorego
1925 r. 1930 r. 1991 r.
1925 r. - widok od strony wschodniej 1930 r. - widok od strony wschodniej 1991 r. - widok od strony wschodniej


HISTORIA KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ    GALERIA HISTORYCZNA


Powrót do podstrony "Zabytki"
Powrót do strony głównej serwisu

Dział redaguje: Elżbieta Szczerska.