_ Mimochodem _
_ ciekawostki ze starych gazet _

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 32 33 34


Proszę o nożyczki

     Jestem człowiekiem na ogół spokojnym i skrupulatnie wypełniającym zarządzenia władz. Kiedy każą się szczepić - odważnie podstawiam ramię pod igłę strzykawki. Zgłaszam co trzeba: radio, gaz i światło. Punktualnie płacę rachunki za korzystanie z tych urządzeń. I w ogóle podporządkowuję się, można powiedzieć.

     Ale kiedy żądają ode mnie niemożliwości - wychodzę "z siebie". A właśnie tak się zdarzyło ostatnio. Jak każdy człowiek pracujący, posiadam t. zw. "bilet ulgowy, pracowniczy" na 70 przejazdów tramwajami. Do tej pory korzystałem z niego bez trudności. Dopiero wczoraj konduktorka mówi do mnie:

      - Dlaczego pan nie odciął?
      - Czego?
      - Przecież jest tu napisane "6-go odciąć".
      - Jest napisane, ale to nie mnie dotyczy.
      - A kogo?
      - Nie wiem, ale mnie nie. W przepisach obowiązujących, które figurują powyżej, dyrekcja nie zaznaczyła. A więc, że pasażera to nie obowiązuje.
      - Mnie też nie!
      - Możliwe. Nie znam przepisów urzędowania konduktorów.
      - Zamiast dowcipy urządzać, mógły pan pomóc nam w pracy, bo maszynką przeciąć nie mogę biletu, o ile nie jest odcięty.
      - Pomóc? - Zawsze bardzo chętnie, ale dyrekcja musi mi sprezentować nożyczki, bo ich nie posiadam.
      - Co pan powiada, nożyczki każdy ma.
      - Proszę pani - kawaler jestem i gospodarstwa nie posiadam. Jeżeli dyrekcja do biletu doda nożyczki, będę obcinać, a jeżeli nie - to trudno. Zresztą już wysiadam i dalszą dyskusją służyć nie mogę. Szanowanie.

MEWA.
Kurier Szczeciński - 09-01-1951 r.

Przez nasze okulary

Prysznic w tramwaju

     Nadjechała "7". Krótka chwila zastanowienia i wszyscy znaleźli się w przyczepie. Miejsca siedzące były zajęte. Mąż od razu zagłębił się w gazecie, a panie rozpoczęły dyskusję na tematy ogólne. Po przejechaniu dwóch przystanków, koło WSE, pani Urszula zaczęła podejrzliwie spoglądać na sąsiadów.
     Odnoszę wrażenie, że coś mi kapie na nowe nylony. Słoik z konfiturami rozbił się komuś czy co? Zobacz bo ciasno i nie mogę się schylić - zwraca się pani Urszula do męża.
     Uhm...
     - Nie uhm tylko zobacz prosze.
     - Co? Kapie? Rzeczywiście. Całe nylony masz pochlapane błotem. O! - suknia również. - Kto tu błotem pryska? - mówi groźnie mąż widząc zrozpaczoną minę żony.
     - Nikt nie pryska panie ładny. Spójrz pan na podłogę. Nad kołem deski obluzowały się i błoto w charakterze prysznicu dostaje się do środka - rzuca uwagę stojący obok obywatel w długim palcie w angielską kratę.
     - Mnie raz płaszcz prawie do pasa zabetonowało. O, ten właśnie w kratę.
     - Nic mnie pański płaszcz nie obchodzi - odpowiada pani Urszula. - Do Teatru tak nie pójdę - mówi stanowczo.
     - A co zrobić z biletami?
     - Niech je pani podaruje temu, kto przegląda wozy tramwajowe przed wyjazdem z remizy - odpowiada obywatel w płaszczu w kratę przeciskając się energicznie do wyjścia.
(K)
Kurier Szczeciński - 13-01-1951 r.

NEXT

HISTORIA KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ    CIEKAWOSTKI KOMUNIKACYJNE


Powrót do podstrony "Zabytki"
Powrót do strony głównej serwisu

Dział redaguje: Elżbieta Szczerska.