_ Mimochodem _
_ ciekawostki ze starych gazet _

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 32 33 34


KLINIKA TRAMWAJÓW

Główne warsztaty tramwajowe pracują nad remontem wozów

      Z ulicy Krzysztofa Kolumba szyny tramwajowe skręcają wprost w otwartą bramę głównych warsztatów tramwajowych. W dużej hali stoją "graty". Odrapane, bez szyb, z wytartymi bandażami u kół, inwalidzi pokiereszowani w najrozmaitszych zdarzeniach.
      W sali rewizyjnej, spełniającej rolę ambulatorium, urzęduje ob. Szmyt. Pięć wozów, wydźwigniętych do góry czeka spokojnie. Wczoraj jeszcze tłukły się gdzieś po mieście, zgrzytały niemiłosiernie na zakrętach, brzęczały stłuczonymi szybami, buntowały się przeciwko motorniczemu. Wyjdą stąd nowe, zdrowe - zdolne do dalszej pracy.
ZABIEGI
ŚLUSARSKO - TOKARSKO
ELEKTRYCZNE

      W "klinice" jest dużo działów i każdy jest ważny. Najgłośniej jest w dziale ślusarskim, połączonym z tokarskim. Nad ustawionymi w paru rzędach tokarkami nachyleni są robotnicy. Trzeba uważać, zwłaszcza, gdy wyrabia się części precyzyjne. Przy jednej z tokarek ob. Longin Grynning produkuje sworznie. Skupiony reguluje ręką obróbkę. Nie można oderwać go od pracy. Warsztaty główne potrafią wyremontować w ciągu miesiąca od 12 do 14 wozów tramwajowych.
      Neuman uważnie wpatruje się we wgłębienie borowanego otworu. Obok przy warsztacie pracują uczniowie. Robert Solowski chce być elektromonterem. Pracuje już od 4 miesięcy. Musi przejść przez wszystkie działy.
      Na końcu hali tow. Gołębiewski umocował w śrubsztaku część od motoru i bada uszkodzenie. Tow. Gołębiewski jest ślusarzem. Prócz zwykłej pracy, naprawia wszystkie maszyny.
      Obok mieści się dział elektryczny. Pracuje w nim 28 pracowników. Głównym zdaniem tego działu jest naprawa tworników. Pracują tu i kobiety. Górska i Splisgart przewijają motorki elektryczne.
      Zwiedzamy jeszcze kuźnię, blacharnię, szklarnię i lakiernię. Właśnie dwóch malarzy maluje wóz popularnej "jedynki" na kremowy kolor. Przodownik tow. Józef Soroka zapewnia, że już wkrótce wszystkie szczecińskie tramwaje będą jednolicie, świeżo i jasno polakierowane.

OSTATNI "SZLIF"

      Pozostała jeszcze stolarnia. O ile w poprzednich działach pracowano poszczególnymi częściami, tutaj muszą przyjeżdżać całe wozy. Stolarnia ma tyle roboty, że nadążyć nie może.
      Po stolarzach jeszcze i szklarz swą rękę przyłoży. Każdy wóz, który odwiedzi warsztaty, wraca na miasto z całymi szybami.
      Halę wstrząsa drżenie pracujących maszyn. Wozy cierpliwie czekają na swoją kolej. Przez otwartą bramę od czasu do czasu zagląda do wnętrza warsztatu przejeżdżający tramwaj. I on kiedyś zboczy z drogi i trafi tutaj. Dostanie się w troskliwe ręce pracujących tu ludzi i... wyjedzie zupełnie odnowiony.
J.B.

Głos Szczeciński - 21-12-1947 r.

Warsztatowcy tramwajowi

dzięki pomysłowości Adamskiego
sami reperują serca motorów

      Wacław Kieliszek, ślusarz warsztatów tramwajowych wcześniej dziś, niż zwykle przyszedł do pracy. Paskudna pogoda, żonie reumatyzm dokucza, więc naobierał jej ziemniaków i w tym i w owym wyręczył w gospodarstwie. Kieliszek umie wszystko, to też uwinął się szybko i pół godziny przed normalnym czasem stał już przy warsztacie.
      Dwie płyty mosiężne, kształtu wąskiej elipsy, około pół metra długie a po pół centymetra grube, złączone równolegle jakimiś czopkami, wyglądają jak część olbrzymiego kondensatora radiowego. Ślusarz p. Kieliszek rozpościera na warsztacie przybrudzony smarami rysunek, jeszcze raz sprawdza wymiary. Zabiera się do roboty.
     - Ale wykombinował ten Adamski - myśli sobie w takt popiskiwań pilnika - żeby tworniki tramwajów, te serca ich motorów, przewijać przewodami tu na miejscu, w naszych warsztatach. Przed tym to z każdym byle twornikiem trzeba było do Poznania. Ile to czasu, ile pieniędzy niepotrzebnie kosztowało! A teraz maszynka wygina przewody jak trzeba, tylko szablon zmienić zależnie od typu twornika.
      Sala warsztatowa powoli się zapełnia, już szumią motory, noże obrabiarek wgryzają się w metal. Gryning schylony nad swoją tokarką, Marciniak przechodząc poklepał Kieliszka na powitanie po plecach, Malinowski dokręca śruby przy swojej maszynie. Kieliszek zmienia uchwyt imadła, bierze inny pilnik.
      - To już trzeci szablon, morowy chłop, ten Adamski - rozmyśla dalej - dwadzieścia wozów motorowych przybyło w tym roku, jak to skończę, przybędą pewnie jeszcze następne.
      - No jak tam, panie Kieliszek, - przerywa rozmyślania znajomy głos - będzie na jutro gotowe, tak jak pan objecał? Przed Kieliszkiem stoi kierownik warsztatów Miejskich Zakładów Komunikacyjnych, Stanisław Adamski, we własnej osobie. - Nie żebym panu nie wierzył - powiada - ale... rozumie pan, tam tyle przepalonych tworników czeka w hali. I dlatego do pana tak często zaglądam.
      Tak. Pan Adamski często zagląda do warsztatu Kieliszka. Bo obaj pracują, jeden mózgiem, drugi rękoma - w służbie tej samej idei: dla dobra ogólnego, dla dobra miasta, kraju, dla dobra współobywateli.
      Gdyby nie było ścisłej współpracy między wynalazcą Adamskim, a jego towarzyszem pracy Kieliszkiem, nie byłoby maszynki, nie byłoby szablonów ani uzwojeń tworników, a my tłoczylibyśmy się w trzydziestu pociągach tramwajowych, zamiast znośnie jeździć, jak teraz, na pięćdziesięciu.

B. Rajkowski.
Kurier Szczeciński - 23-11-1948 r.

NEXT

HISTORIA KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ    CIEKAWOSTKI KOMUNIKACYJNE


Powrót do podstrony "Zabytki"
Powrót do strony głównej serwisu

Dział redaguje: Elżbieta Szczerska.