_ Mimochodem _
_ ciekawostki ze starych gazet _

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31 32 33 34


Z ODCINKA PORTOWEGO:

Bolączki komunikacyjne

      Wszelkie czynności, związane z polską eksploatacją portu szczecińskiego koncentrują się dotychczas na odcinku Dolnej Odry. Odległość między śrudmieściem, gdzie mieszczą się wszystkie urzędy, przedsiębiorstwa i firmy portowe, a nabrzeżami "Oko", "Ucho", "Huk" i "Kra", do których przybija obecnie większość statków, wynosi od 12 do 15 km. Dojazd tramwajami do tych nabrzeży trwa od 1 do 2 godzin.
      Aby załatwić jakąś czynność w porcie, związaną z przyjęciem, odprawą, czy załadunkiem statku, każda osoba, udająca się do portu traci 2-4 godziny.
      Nieproduktywna strata czasu tak cennego w stosunkach portowych, musi się odbić i na sprawności portowej i na kosztach. To znowu podraża ogólne koszty pobytu statku w porcie szczecińskim, co tym bardziej daje się odczuć, że niektóre opłaty portowe, jak naprz. pilotowe, są dla Szczecina i tak wyższe w porównaniu z innymi portami polskimi.
      Dużym utrudnieniem dostania się do portu jest również konieczność przesiadania się z linii nr 7 na linię nr 6, spowodowana zerwaniem przęsła na moście. Aby przesiąść się z jednego wozu do drugiego, należy przejść po wertepach i prowizorycznych pomostach około 1 kilometra. W lecie było jako tako, ale obecnie, a jeszcze więcej w ciągu zimy nawet w dzień przejście to da się każdemu we znaki. A cóż dopiero wieczorem, zważywszy, że teren nie jest oświetlony i zachodzi niebezpieczeństwo napadów grabieżowych.
      W rejonie Dolnej Odry mieszka już tysiące ludzi i doprawdy należy się im lepsza komunikacja. Ponadto Dolna Odra to właściwie cały dotychczasowy port szczeciński i w interesie nie tylko miasta, ale i ogólnopaństwowym leży, aby uczynić wszelkie wszelkie ułatwienia i udogodnienia dla obslugi portu szczecińskiego.
      Według zdania zainteresowanych, nawet niewielkim wysiłkiem finansowym można było by usprawnić komunikację do Golęcina. Podlega ona na naprawie zerwanego przęsła mostowego. Wystarczyło by zbudować prowizoryczny pomost drewniany i puścić po nim tramwaj. Pomost taki stosunkowo niewielkim kosztem można było zbudować z ciągu kilku tygodni.Zyskało by się ciągłość linii tramwajowej bez uciązliwej przesiadki.
      Lato przeszło, mostu nie odbudowano, komunikacja dalej szwankuje. Przyznajemy, że miasto uczyniło wiele, uruchamiając komunikację tramwajową z tak odległym przedmieściem jak Golęcino, ale zważywszy na ważność dobrego połączenia miasta z portem, należało by także pomysleć nad równoczesnym odbudowaniem zniszczonego przęsła mostowego.
      Za nim do tego dojdzie, w celu usprawnienia komunikacji, należało by zwiększyć ilość wozów, kursujących na liniach 7 i 6, wcześniej puszczać wozy z miasta do Golęcina i zwiększyć ilość przystanków w rejonie Dolnej Odry.
b. k.

Kurier Szczeciński - 05-11-1946 r.

Mimochodem

Europeizacja

     - W Anglii i wogóle na zachodzie ludzie czekają na tramwaj w ogonku - oświadczył Feluś wyniośle - a u nas ...Patrz. Ludzie błąkają się jak owce. Żadnego porządku. Jeśli chcemy, żeby nas szanowano musimy żyć jak żyje Europa.
     - Nie jestem pewien, czy ogonki przy tramwaju są konieczne - zaoponowałem nieśmiało.
     - Są konieczne. Porządek musi być. Czytałeś Meissnera?
     - Którego?
     - Tego angielskiego. Opisuje dokładnie, jak wygląda Londyn. Tam się czeka w ogonku.
     - Bo może w Londynie brakuje miejsca w tramwajach - usiłowalem nieśmiało protestować.
     - Właśnie dlatego nie brakuje, że ludzie czekają w ogonku - odparł z wyższością.
     - No, ale czy to nie wszystko jedno, czy czekają w ogonku, czy swobodnie w grupie.
     - przecież ich nie przybędzie - broniłem się logicznie.
     - Właśnie, że przybędzie. Ludzie boją się ogonków. I energicznie zabrał się do ustawienia oczekujących w rząd.
     Nie było to jednak łatwe. Jakaś paniusia w zadzierżystym kapeluszu zbyła jego próby jędrnym odezwaniem.
     - Nie zawracaj mi pan głowy ogonkiem. Stoję gdzie chcę. -
     Feluś nie ustępował.
     - Proszę natychmiast zająć mejsce - komenderował - niech się pani uczy manier europejskich.
     - Żebym ja pana nie nauczyła manier! Coś pan za jeden! Trzy osoby stoją na przystanku, a ten tu z ogonkiem wyłazi.
     - Porządek musi być. Niech się pani nie pcha. Obywatelu - tu zwrócił się do przechodzącego milicjanta - nauczcie tę panią porządku.
     - A o co chodzi?
     - Chodzi o to, że w Londynie ludzie stoją na przystanku w ogonku.
     - No więc stoją. A w Szczecinie niema takiego zwyczaju - flegmatycznie odparł stróż bezpieczeństwa.
     - Ale powinien być. Ludzie się tłoczą jak bydło.
     - Tylko nie bydło! Tylko nie bydło! Sam bydlak! - ujęła się pani w kapeluszu.
     - Niech pan da spokój z tym swoim ogonkiem - usiłował łagodzić spór milicjant.
     W tej chwili nadjechał tramwaj. Pani w kapeluszu i jeszcze trzy osoby wsiadły do pustego zresztą tramwaju, a Feluś szalał. Wystąpił z wnioskiem o unieważnienie wsiadania, aż zniecierpliwony konduktor pociągnął za dzwonek. Tramwaj odjechał. Poszliśmy piechotą do biura.
     A przez całą drogę Feluś dowodził.
     - Żeby był ogonek, toby i dla nas było miejsce. - Europa psiakrew!
Zelka
Kurier Szczeciński - 04-12-1946 r.

NEXT

HISTORIA KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ    CIEKAWOSTKI KOMUNIKACYJNE


Powrót do podstrony "Zabytki"
Powrót do strony głównej serwisu

Dział redaguje: Elżbieta Szczerska.