Autobus czerwony
przez ulice mego miasta mknie


      To był grudzień 1970 roku - jeździłem linią 68 Gocław - Dworzec Gł. Koło Stoczni zatrzymali wóz strajkujący stoczniowcy, szarą farbą na bokach autobusu zostawili hasło: "STRAJK W STOCZNI". Pozwolono jechać, a ja spojrzałem w okrągłe lustro wewnętrzne na milczących pasażerów... Na końcowym (dworzec gł. PKP) odpisywałem po wyjściu ludzi cedułę i poczułem że autobus poruszył się, ktoś wsiadł. To milicjant z końca wozu zawołał: "Co, strajkuje pan kierowca?!", "Tak jak pan" - odparłem od razu i w lusterku zewnętrznym zobaczyłem dziwną postać - to więzień towarzyszący funkcjionariuszowi - z wiadrem (takiej samej) farby i pędzlem, likwidował "reklamę" stoczni...
      My na Klonowica strajkowaliśmy też, ale nie wtedy. Było mi żal autobusu, bo na czerwonych bokach był tylko herb Szczecina i numer boczny 147... No bo to był mój "własny" wóz Jelcz-Karosa RTO-MEX zwany dziś OGÓRKIEM.
      Jakoś na przełomie lat 60/70 również, jak dziś liczono pasażerów. Pamiętam, że wsiadła do mnie kobiecina w chustce, zajęła miejsce służbowe i żeby widzieć pasażerów musiała na przystankach obracać się w lewo. Musiało to być niewygodne, bo wpadła na pomysł wykorzystania prawego lustra zewnętrznego. Nie pytając odsunęła boczną szybkę i przestawiła mi lusterko "pod siebie"! Nie mogła długo zrozumieć do czego to lustro służy i czemu autobus nie rusza... Wreszcie ustąpiła, miejsca też!

Teraz o autobusach tamtych lat:

      Pamiętam węgierskie Mavag-i, francuskie Chausson-y i polskie Star-y 52 oraz Sany H01 jeszcze jako pasażer. Jako zawodowy kierowca jeździłem: Sanami - San-H-25 - benzynowy, San-H-27 "Herkules" - diesel, San H-100. Również Skodą Karosa RTO i Jelczem-RTO-MEX solówką i z przyczepą pasażerską "kawiarenką". Przegubowce Jelcz, benzynowy San H-25 miał silnik Stara-25 i mimo że słaby, był lubiany przez kierowców, bo oszczędzał paliwo... Jeździły one głównie bez filtrów powietrza i załadowany SAN niósł miękko. Zakręty pokonywało się często "w pół przysiadzie" mocując się z kierownicą która była bez wspomagania.. Hamulce miały "servo", często pedał był twardy. "Herkulesy" (San H-27) nie były kochane, choć nie do zarżnięcia, chodziły "na błocie" z powodu twardego rozruchu. "Na chodzie" klepały często od soboty do poniedziałku zużywając olej nie tylko napędowy. Gasiło się je "na biegu". Zastąpiły je San-y H-100. Awansem była przesiadka na Skodę. Moja Skoda Karosa RTO miała numer 85. Układ kierowniczy również nie był wspomagany, ale autobus był jeszcze bardzo dobry. Potem jeszcze Jelcz-MEX-RTO - polski odpowiednik czeskiej Skody. Wóz był już ze wspomaganiem! Jeździło się nim używając pedału sprzęgła do ruszania (z trzeciego biegu na płaskim), lewa noga odpoczywała, a wprawne ucho "rasowego szofera" delektowało się gęganiem skodowskiego diesla i dawało sygnały prawej nodze i "przegazówkami" prawą ręką (trzema palcami często) zmieniała bajecznie miękko biegi 4 i 5 ... Co do szoferskiego ucha, to czasami trzeba było być głuchym.
      Były linie nie bardzo lubiane, np: 60 i 67 - dużo zakrętów na 90o, gęste przystanki, jako tako było w porannym szczycie stoczniowym. "Towar" był senny, często (pl. Dzierżyńskiego itd.) jechała nadęta "inteligencja", a już całkiem źle, gdy poprzedzający autobus "wypadał" (np. z powodu uszkodzonych drzwi) i służba ruchu nie korygowała. Wtedy nadjeżdżający w swoim czasie uznawany był za opóźniony, a "życzeń" słuchać musiał Bogu winien kierowca jadący normalnie.
      Była to epoka bez komórek, CB-radia, www-małpy ale z pięknymi melodyjnymi piosenkami nadawanymi w polskim radiu, w polskim języku!!! (patrz tytuł). Nie zapomnę zjazdów wieczornych via Operetka na ul. Potulickiej, pod koniec spektakli. Na balkonie pojawiały się załogi autobusów, które po całodziennej pracy planowo wstępowały po widzów i rozwoziły ich po drodze do zajezdni. Uśmiechali się. Wszyscy...
Lech Stachurski
Szczecin, 05.10.2003 r.

Powrót do podstrony "Autobusy"
Powrót do podstrony "Galeria autobusowa"
Powrót do strony głównej serwisu

Dział redaguje: Elżbieta Szczerska.