OCZKO
Miesięcznik Szczecińskiego Towarzystwa Miłośników Komunikacji Miejskiej

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20

Numer 2 / 2001 (2) listopad 2001

Linia turystyczna -
trzy łyki statystyki.

     Sezon działania linii turystycznej już zakończony, więc jest to dobry czas na małe podsumowanie tego, co udało nam się na tejże linii dokonać podczas tegorocznego sezonu wakacyjnego.
     Ogółem podczas 11 niedziel w które kursowały wagony na linii "0" sprzedaliśmy 1282 bilety (971 normalnych i 311 ulgowych), co przyniosło wpływy do kasy MZK w wysokości 2 408,50 zł (1 942,00 zł ze sprzedaży biletów normalnych i 466,50 zł ze sprzedaży biletów ulgowych).
     Rekordowo wysoka frekwencja na "zerówce" była 22 lipca, kiedy to sprzedaliśmy w sumie 196 biletów. Na szczęście tego dnia do obsługi linii turystycznej wystawiony został skład 4N+4ND (293"+343) co umożliwiło zapewnienie jeszcze w miarę znośnego standardu podróży. Gdyby tego dnia na linię turystyczną wyjechała eNka solo, lub (o zgrozo!) Bremen, to w wagonie byłby ścisk nie do opisania. Jeszcze większy od tego, który miał miejsce 15 lipca, kiedy linię obsługiwał wagon N 167 bez żadnego wspomożenia, a sprzedano wówczas "tylko" 180 biletów.
     Najmniejsze przewozy odnotowaliśmy, co zrozumiałe, we wrześniu, kiedy to kursowanie linii turystycznej zostało przedłużone jeszcze o 3 niedziele. Rekordowo niskim był 9 września, kiedy sprzedano tylko 52 bilety.
     W ciągu ponad dwóch miesięcy kursowania, na "zerówce" pojawiło się pięć wagonów. Były to: Bremen (144), N (167), 4N (216), i skład 4N+4ND (293"+343). Pełną obsadę wagonów na linii "0" przedstawia poniższa tabelka.

Data Wagon(y)
08.07 Bremen-144
15.07 N-167
22.07 4N-293" + 4ND-343
29.07 Bremen-144
4N-216
05.08 N-167
12.08 4N-216
19.08 4N-293" + 4ND-343
26.08 Bremen-144
4N-216 (tylko jeden kurs)
02.09 Bremen-144
09.09 4N-216
16.09 4N-216

Naczelny

Ogórkiem po mieście.

     Tego dnia była trzecia niedziela miesiąca. Nikogo z członków Towarzystwa obecnych na zebraniu specjalnie to nie dziwiło, zdarza się tak bowiem z reguły raz na miesiąc. Być może w powietrzu wisiała już jakaś groza, ale że na razie za oknem słońce świeciło, to nikt tej grozy jeszcze nie dostrzegł. A nadciągała ona z północy. Aż przybyła... Punktualnie o 13.20. w postaci czerwonego ogórka, otablicowanego przez Janusza i Naczelnego na linię "100". Kierowca nerwowo spalił ostatniego papierosa, po czym przy ogłuszającym ryku motoru odjechał, zabierając ze sobą trójkę klubowiczów.
     Tradycyjnie o tej porze policki Rynek, uważany zresztą przez niektórych za ciekawszy w kraju, świecił pustkami. Dobrze, ze chociaż świeciło tam słońce. Nasz krążownik szos powoli dotarł na peron odjazdowy o 13.30, aby już 5 minut później być w drodze do Szczecina. Jeszcze ostatni chętni, którzy dosiedli się na Chemiku I już byliśmy w lesie.
     Dzięki systemowi nagłaśniającemu udało mi się uspokoić co bardziej sceptycznie nastawionych pasażerów, ze autobus mimo dochodzących z jego wnętrza odgłosów jest w pełni sprawny i na pewno dojedzie. Okazało się, ze słowa te wypowiedziane zostały w złą godzinę. Oto bowiem, punktualnie o 14.22 czasu miejscowego, olbrzymi zgrzyt ze skrzyni biegów unieruchomił nasz pojazd na tyłach Wałów Chrobrego. Tylko dzięki samozaparciu kierowcy dojechaliśmy na dworzec. Tam już oczekiwał nas tłum pasażerów, z prezesem Trzcińskim na czele. Po dokonaniu niezbędnych opłat, wóz ruszył o 14.45 w pierwsze kółko. Ogólnie kółek było 4, przy czym najciekawsze były te, które były skomunikowane przy stoczni z tramwajową "zerówką". Frekwencja dopisała, sprzedano ponad 80 biletów. Dla ciekawostki warto tu dodać, ze żadne kółko nie było takie same, dzięki czemu przetestowaliśmy szereg rozwiązań awaryjnych.
     Zjazd, już bez większych perturbacji odbył się o 18 z dworca. Razem z nami zjechało z nieba również słońce, dzięki czemu ci, którzy udali się w nostalgiczną podróż do Polic mieli okazję ujrzeć na własne oczy synchroniczną prace wycieraczek.
Reasumując, dzień wypadł bardzo udanie, co pozwala mieć nadzieję, ze również w przyszłym roku autobus "chwyci".

Remisław I

Tramwajem do Łodzi.

     W sobotę, 22 września "Klub Miłośników Starych Tramwajów" w Łodzi zorganizował imprezę dla uczczenia 20-lecia swojej działalności.
     Do Łodzi wybrało się pięciu miłośników komunikacji miejskiej ze Szczecina. W dużej części był to stały "globtroterski" skład STMKM-u, który reprezentowali Olaf, Marek, Konrad, Robert i Naczelny.
     Wybraliśmy trasę wiodącą przez Ozorków, ponieważ także w tej gminie kursują tramwaje podmiejskie, a jak na prawdziwych MKM-ów przystało, chcieliśmy wjechać do Łodzi tramwajem. Pominiemy tu milczeniem różnorakie atrakcje, które spotkały nas podczas podróży "Terespolem" ze Szczecina do Kutna. W końcu, około 6 rano, nasz "cud polskiej myśli technicznej" pod postacią elektrycznego zespołu trakcyjnego serii EN57 obsługującego pociąg osobowy relacji Kutno - Łódź Kaliska wtoczył się na śpiąca jeszcze stację Ozorków.
     Ze stacji kolejowej do pętli tramwaju musieliśmy pokonać około 3 kilometrową trasę, którą przebyliśmy pieszo w 30 minut (nic tak dobrze nie robi niż długi spacerek o świcie ). Po przybyciu na pętlę ekipa STMKM-u ruszyła do oglądania zwrotnic, torów, sieci trakcyjnej i wszystkiego innego godnego obejrzenia, wzbudzając pewien niepokój wśród tubylców.
     Przed 6:30 przybyła po nas nieco już wysłużona "osiemsettrójka" przyozdobiona tablica z numerem "46". Pasażerów jak na tą "metropolię" (i wczesną sobotnią godzinę zarazem) było dość wielu.
     Trasa z Ozorkowa do Zgierza jest z pewnością jedną z ciekawszych tras podmiejskich.
     Po około 40 minutowej jeździe dojechaliśmy do Zgierza. Tam wysiedliśmy i udaliśmy się pieszo na pętlę (trasę kończy tam linia "45"). Stamtąd pojechaliśmy już w kierunku Łodzi. Po kilku minutach podróży miało miejsce dość nietypowe zjawisko; po rozpędzeniu się wagonu wyłączała się przetwornica i włączał dzwonek. Po przejechaniu w ten sposób kilkuset metrów motomiczy oświadczył, że nie pojedzie już dalej i kazał przesiąść się do liniowej "osiemsetpiątki". Okazało się, że nastąpiła awaria ślizgacza pantografu. My jednak nie zrażając się początkowymi niepowodzeniami kontynuowaliśmy naszą podróż.
     Zaliczyliśmy miedzy innymi "krzywe tory" na ul. Wycieczkowej i Kościuszki, a także na fragmencie Piotrkowskiej. Bujało bardzo mocno, ale cali i zdrowi dojechaliśmy na pl. Niepodległości. Tam właśnie miała zacząć się nasza impreza.
     Zaraz po przybyciu zauważyliśmy zabytkowe pojazdy oczekujące już na miłośników. Na bocznym torze stał wagon typu 5N wraz z doczepa 5ND, a także Helmut, który do Łodzi trafił z niemieckiego Bielefeld. Tego dnia, zamiast normalnie wyjechać na linię, towarzyszył wszystkim miłośnikom w tym specjalnym przejeździe.
     Na początku dojechaliśmy do "klimatycznej" pętli Stoki. Odbył się tam fotostop na tle pięknych drzew. Ze Stoków udaliśmy się już w kierunku zachodnim obierając kurs na główny cel naszej podróży, na Lutomiersk. Niejako po drodze "zaliczyliśmy" kolejną pętlę - Zdrowie, która położona jest w środku ładnego parku. Po krótkim postoju połączonym z sesją zdjęciową wyruszyliśmy w końcu w kierunku Konstantynowa Łódzkiego, miasteczka leżącego na trasie do Lutomierska. Po przejechaniu kilku kilometrów zatrzymaliśmy się w celu zwiedzenia zajezdni tramwajowej Brus.
     Jest to maleńka zajezdnia obsługująca wyłącznie linie do Lutomierska (czyli "43") i skrócony do Konstantynowa jej wariant (czyli "43bis").
     Zajezdnię opuściliśmy około 13 i ruszyliśmy do Konstantynowa Łódzkiego. Tam na "trójkącie" odbył się kolejny fotostop. Przybyła także regionalna telewizja.
     Jednak my nie ociągając się zbytnio udaliśmy się w dalszą drogę. Jazda była jednak kilkakrotnie przerywana ze względu na konieczność przepuszczenia liniowych pociągów jadących z naprzeciwka, od Lutomierska. Cała trasa jest bowiem jednotorowa, a my nie jechaliśmy według rozkładu jazdy, który umożliwiłby synchronizację wymijania na mijankach.
     Jedziemy przez pola, lasy i łąki. Pięknie odrestaurowana eNka z doczepką, chrzęszcząc i telepiąc się, powoli zbliża się do celu naszej podróży. Tuż przed wjazdem do Lutomierska korzystamy z okazji uwiecznienia naszej eNki i Helmuta na malowniczym mostku nad rzeka Ner położonym w środku pól, z dala od jakiejkolwiek drogi i zabudowy .
     W tle widać tylko pasące się krowy. Po prostu tego się nie da opisać, to trzeba zobaczyć!
     Około 15 w końcu dojechaliśmy. Zadowoleni podziwiamy urok tego maleńkiego miasteczka, a właściwie wioski, która składa się z placu, paru ulic, kilkunastu domów, no i oczywiście z jedynej w swoim rodzaju pętli tramwajowej.
     Podróż powrotną w kierunku Łodzi spędziliśmy na rozmowach z innymi miłośnikami, oczywiście na temat komunikacji miejskiej.
     Oficjalna część imprezy zakończyła się na pętli Północna, zaś my korzystając z okazji przejazdu "kursem zjazdowym" pojechaliśmy eNką z powrotem na pl. Niepodległości.
     W związku z tym, że do odjazdu pociągu powrotnego w kierunku Szczecina mieliśmy jeszcze kilka godzin postanowiliśmy na własna rękę "zaliczyć" ostatnią podmiejską linię tramwajową, a mianowicie "41" kursującą do Pabianic.
     Trasa w porównaniu z pozostałymi liniami podmiejskimi nie zapiera tchu, ale z pewnością warta jest zwiedzenia.
     Około godziny 22:30 zajechaliśmy na dworzec kolejowy Łódź Kaliska, skąd zmęczeni, ale szczęśliwi wróciliśmy pociągiem do naszego kochanego i "prostego" Szczecina.

Marek & Naczelny

BACK NEXT

OCZKO
Redaguje zespół w składzie:
Adam Kołacz - redaktor naczelny, Joanna Lipińska, Marek Pawlukowicz
Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i zmian nadesłanych materiałów
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych