OCZKO
Miesięcznik Szczecińskiego Towarzystwa Miłośników Komunikacji Miejskiej

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20

Numer 1 / 2001 (1) październik 2001

Słówko od Naczelnego.

     I stało się. Przed wami pierwszy numer naszego "klubowego" pisemka. Chcemy w nim informować zarówno o ważnych, jak i o tych błahych wydarzeniach z działalności naszego towarzystwa, tak aby stało się ono rzeczywiście "bystrym oczkiem", które je wychwytuje i opisuje. Oczywistą sprawą jednak jest, że dalszy rozwój tej gazetki nie będzie możliwy bez Waszej pomocy (tj. Waszych artykułów), czekamy więc na notki i felietony, a także na pomysły odnośnie kształtu tej oto gazetki.
Naczelny

Żegnaj linio na rok cały...

     Lato, upalne dni, błogie leniuchowanie - niestety, skończyło się... Jednak pozostały wspomnienia. W te wakacyjne dni STMKM postarało się o to, aby urozmaicić szczecinianom, i nie tylko im, ten letni czas. Została bowiem powołana do życia tramwajowa linia turystyczna "o", czyli po prostu "zerówka". W czasie niedzielnych kursów (z udziałem członków STMKM, a jakżeby inaczej) miały miejsce "niesamowite" zdarzenia.
     Jak zapewne wszyscy wiedzą, latem panował upał nie z tej Ziemi. Pani Ela, która wcieliła się w rolę konduktorki, dzielnie stawiała czoło wszelkim trudnościom, nawet pomimo "ciężkiej" pogody. Sprzedawała bilety, swoim uśmiechem wprowadzała przyjazną atmosferę w tramwaju, a także niczym Afrodyta w stroju konduktorskim pozowała do zdjęć . Pragnę dodać, że gro pasażerów "pstrykało" pamiątkowe "fotki". Wprawdzie ja również pełniłam rolę konduktorki, ale nie było chętnych do robienia ze mną zdjęć . Czyż jestem taka nieatrakcyjna? .
     Z niektórymi pasażerami prowadziłam przyjemną konwersację, ale niemal zawsze zdarzają się wyjątki... Niektórzy pchali się do wagonu, a po usłyszeniu: "Proszę zakupić bilet" bulwersowali się okropnie, pokazywali zielone, czerwone, i nie wiadomo jakie jeszcze legitymacje inwalidów, kombatantów, pionierów, emerytów, rencistów etc. Nie mogąc zrozumieć, że owe dokumenty nie obowiązywały na naszej linii. Jeden taki "inwalida" (po przebiegnięciu za tramwajem około 100-200 metrów) po tym, jak odmówiliśmy mu darmowej jazdy okropnie uniósł głos, i powiedział, a raczej wykrzyczał: "Nie chcecie mnie zabrać? Za to do piekła pójdziecie!". Muszę przyznać, że wywołało to ogromny uśmiech na mojej nieco już zmęczonej ciągłą jazdą w takim upale twarzy. "Pójdziemy do piekła? Z taka wesołą i zakręconą ekipą będzie niesamowicie!" - zgodnie stwierdziliśmy.
      Zdarzały się i takie przypadki, że ludzie, którzy przeżyli już ponad pół wieku w tym mieście wsiadali do zabytkowych wagonów niczym do liniowej "stopiątki".
      Wielki ukłon należy się w stronę Pana Romana, naszego "klubowego" motorniczego, którego przyznam szczerze - darzę (!) ogromną sympatią. Jako motorniczy dzielnie zmagał się z licznymi niespodziankami spłatanymi nam przez los. Z takim człowiekiem zwykła jazda zabytkowym tramwajem nabiera koloru! Biedny Pan Roman musiał wysłuchiwać komentarzy pewnego pasażera, który "zaliczał" trasę turystyczną co tydzień! Wciąż przy tym powtarzał pytania jak katarynka, ciągle pytał "a dlaczeeegooo...". Myślę, że ten osobnik, a raczej maniak jazdy stanowił nieodzowny (!) element naszej "zerówki".
      Oprócz tego pasażera, do tramwaju wsiadały, a raczej wlatywały pasażerki na gapę (czytaj: osy). Znane są przypadki pogryzienia uczestników imprezy przez te żółto-czarne intruzy. Pewnego dnia dzielna Pani Ela obroniła mnie oraz Asiołka (czytaj: Asię Zaborską) przed siejącymi grozę potworami .
      W historycznych tramwajach panowała swoista atmosfera. Każdy, kto wsiadł do takiego pojazdu przenosił się w czasie (pisk kół na zakrętach, ogólny hałas). Ów pisk eNki jest delicją dla ucha prawdziwego miłośnika, a dla innych niewtajemniczonych to przykre doznanie (pewna pani wysiadła na najbliższym przystanku - nie wytrzymała ).
      Niestety, te zabytkowe pojazdy komunikacji miejskiej również ulegają różnym awariom, jak na przykład Bremen, któremu przeciekał dach, a także w wyniku spięcia w instalacji elektrycznej mało nie uległ spaleniu! Wielka to była dla nas tragedia. W związku z tym, na jakiś czas Bremenik musiał zostać poddany rehabilitacji na CW. Entuzjaści jazdy owym zabytkiem żywo interesowali się losem "chorego". Jak widać, nasz kremowy staruszek z 1926 roku od pewnego czasu na szczęście już normalne funkcjonuje, a wszyscy fani, z błyskiem w oku, nim podróżują.
      16 września to trochę smutna data, gdyż w tym właśnie dniu skończyły się tegoroczne kursy "zerówki". Ale, "nic nie moźe wiecznie trwać..." -jak to niegdyś śpiewała A. Jantar. Nieprawdaż?

Jenny


Podziękowanie

     Prezes dziękuje Olafowi za to, że w piątek 7 września br., zamiast pojechać na odbiór "ogórka", pojechał po bilety na linię turystyczną.

Remigiusz Grochowiak,
prezes STMKM


Cytat numeru

Tu gdzie dzisiaj jest ściernisko,
Jutro będzie torowisko

Janusz
(dot. budowy linii do Geanta)

Enką na grilla.

     W dniu 17 sierpnia 2001 r. członkowie (i członkinie ) Szczecińskiego Towarzystwa Miłośników Komunikacji Miejskiej postanowili wybrać się na małą przejażdżkę po mieście jednym ze swoich wagonów, a mianowicie wozem typu N (167) z 1954 roku.

     Wszystko zaczęło się dobrze. Pierwsi miłośnicy zebrali się prawie godzinę przed planowanym odjazdem. Na szczęście, było ich w miarę dużo, więc czas oczekiwania szybko "zleciał" na rozmowie (o tramwajach oczywiście ;-) ). O godzinie 16:30 zabytkowy wagon wyjechał przed zajezdnię zabierając ponad 20-osobową ekipę STMKM-u. Na ich czele znajdował się nasz wspaniały motorniczy (i wielki miłośnik zarazem) - Pan Roman. Każdy zajmując swoje ulubione miejsce w pojeździe podczas jazdy bacznie obserwował nasze miasto z okien "drewnianego" (jak niektórzy sądzą) tramwaju. Na samym początku pojechaliśmy w kierunku ul. Dworcowej przejeżdżając przez centrum miasta. Następnym punktem naszej wyprawy były Gumieńce. Na pętli tej zorganizowano króciutki postój, z którego kilkoro z nas skrzętnie skorzystało kupując pyszne pączki w pobliskiej cukierni (która notabene jako jedyna w mieście znajduje się tuż przy peronie przystanku tramwajowego). Po przejechaniu się "krzywymi torami" w okolicach Cmentarza Centralnego nasz motorowy zabrał nas na bardzo lubiany "ekspresowy" odcinek do pętli na Basenie Górniczym. Na Estakadzie Pomorskiej nasz wiekowy tramwaj pędził z maksymalną prędkością jaką dało się wycisnąć z dwóch silników LT 031 wzbudzając przy tym duże zainteresowanie wśród kierowców mijanych samochodów. Dla niektórych "maniaków prędkości" z naszego Towarzystwa nie było to oczywiście wystarczająco szybko ;-) . "Na Basenie" zatrzymaliśmy się na żeberku podziwiając naszą eNkę w blasku powoli zachodzącego słońca. Po około 20-minutowym postoju wyruszyliśmy do naszego celu, którym był Tor Kolarski, gdzie planowaliśmy rozłożyć grilla i skonsumować kiełbaski. Tuż pod zajezdnią na Pogodnie zauważyliśmy nie lada problem: na torze, na który chcieliśmy wjechać stały dwa składy GT6+B4. Postanowiliśmy je przesunąć głębiej w kierunku ul. Szafera. Niestety, przybyła z odsieczą pani z zajezdni nie potrafiła odblokować hamulca w jednym z wagonów, mimo iż miłośnicy proponowali swoją pomoc. No cóż, nieszczęścia chodzą torami... ;-) Nasz niezastąpiony prezes Remisław I (zwany często Remikiem ;-) ) postanowił, aby zatrzymać się przed tymi wagonami i tam właśnie przejść do najważniejszego punktu tejże wycieczki. Pani Ela, znając się jak nikt inny na tajnikach przygotowywania posiłków, wspaniale przygotowała nasze kiełbaski. W połowie imprezy jeden z naszych członków, który obchodził akurat 25. urodziny (wszystkiego najlepszego Olaf! ) poczęstował nas wspaniałym szampanem, a po odśpiewaniu tradycyjnego "Sto lat" został obdarowany skromnym prezentem od reszty naszego Towarzystwa. Wszyscy bawili się świetnie aż do zmierzchu. Kiedy zrobiło się zupełnie ciemno, nasza eNka rozbłysła wszystkimi światłami. W takiej uroczej scenerii, na zakończenie naszego grilla, zostało wykonane pamiątkowe grupowe zdjęcie. Niestety, niektórzy członkowie nie wiedząc o dłuższym naświetlaniu się filmu w ciemnościach, tuż po błysku aparatu, ruszyli "do akcji". Niecierpliwi za karę wyszli na zdjęciu "trochę" rozmazani ;-). Kiedy wszystko zostało zapakowane do wagonu wszyscy znów zajęli swoje miejsca. Po przejechaniu dosłownie 100 metrów dojechaliśmy do zajezdni. Tam zakończyła się nasza impreza. Udaliśmy się na pobliski przystanek tramwajowy. W sumie tego dnia "zaliczyliśmy" ponad połowę sieci tramwajowej, wypiliśmy jednego szampana i kilkanaście piw (oczywiście bezalkoholowych ;-) ) no i zjedliśmy ponad 60 kiełbasek oczywiście.

Marek


Historia "ogórka"

     Ze względu na dużo pytań chciałbym przybliżyć wszystkim historię odbudowy "ogórka" w Policach. Sam pomysł odbudowy tego autobusu zrodził się jeszcze w 1999 roku, kiedy Tomek wypatrzył w Skolwinie na placu stojącego niebieskiego "ogórka". Autobus był w dobrym stanie, jednak wówczas nie mieliśmy żadnych możliwości, aby go przejąć. W 2000 roku jadąc do Poznania zobaczyłem stojące w krzakach oblachowane pudło innego autobusu tej marki. Po kilkutygodniowych przygotowaniach w marcu tego roku został przetrasportowany Kamazem z Opalenicy do Polic. Podczas transportu, w którym uczestniczył również Pan Roman nie obyło się bez akcentów grozy, kiedy to za Gorzowem w Kamazie "w drobny mak" poszła skrzynia biegów, co zmusiło nas do dalszej jazdy w zawrotnym tempie 35 km/h. Pokonanie 100 kilometrowej trasy zajęło nam ponad 4 godziny...
     W dwa tygodnie później do Polic trafił również zakupiony przez SPPK ze Skolwina drugi autobus. Rozpoczęła się akcja szukania sponsorów odbudowy. Na początku lipca autobus został wprowadzony na kanał i rozpoczął się jego dwumiesięczny remont. Gwoli informacji należy tu dodać, że odbudowany został właśnie ów szkielet z Opalenicy, do którego przełożono dostępne części z drugiego autobusu. Już podczas remontu zupełnie przypadkowo w PKSie natrafiłem na ślad trzeciego "ogórka" stojącego spokojnie na terenie melioracji w Gryfinie. Po krótkich zabiegach, także ten autobus został sprowadzony do Polic (stoi obecie w krzakach i nie będzie kasowany - pozostanie jako dawca części zamiennych).
     Numer 601 został nadany autobusowi ze względu na podkreślenie faktu, że został on odremontowany w Policach. Historyczne numery tych autobusów nie są obecnie zanane.
Remisław I

NEXT

OCZKO
Redaguje zespół w składzie:
Adam Kołacz - redaktor naczelny, Joanna Lipińska, Marek Pawlukowicz
Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania i zmian nadesłanych materiałów
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych